|
REGIONALNY DZIEŃ SKUPIENIA |
|
Dni Skupienia -
Dni skupienia
|
|
Wpisał: Administrator
|
|
30.11.2011. |
Regionalny kwartalny dzień skupienia
Poznań Smochowice 26.11.2011r.
Zgodnie z ustaleniami podczas
spotkania delegatów wszystkich naszych wspólnot dążyliśmy do
zrealizowania propozycji regionalnego /kwartalnego dnia skupienia.
Udało się to zrealizować dopiero w tym miesiącu w Smochowicach.
Wspólnie z moderatorem tamtejszej wspólnoty :O.Zygmuntem Wazem i Bratem
Starszym Andrzejem Sieradzkim ustaliliśmy plan i udało się do w pełni
zrealizować.
Plan był następujący :
REGIONALNY DZIEŃ SKUPIENIA
POZNAŃ SMOCHOWICE, 26.XI.2011
Zgodnie z ustaleniami podczas spotkania delegatów wszystkich naszych
wspólnot dążyliśmy do zrealizowania propozycji regionalnego/kwartalnego
dnia skupienia. Udało się to zrealizować dopiero w tym miesiącu w
Smochowicach.
Wspólnie z moderatorem tamtejszej wspólnoty: O. Zygmuntem Wazem i Bratem
Starszym Andrzejem Sieradzkim ustaliliśmy plan i udało się go w pełni
zrealizować. Plan był następujący:
g. 15:00 spotkanie przy plebanii
g. 15:15 Koronka do Miłosierdzia Bożego (kaplica wdzięczności)
g. 15:30 Konferencja nt. wierności… - o. moderator
krótka modlitwa zawierzenia
g. 16.30 Spotkanie braterskie – plebania
g. 18:00 Eucharystia w kościele
homilia – O. Zygmunt
Obecnie nasze wspólnoty liczą odpowiednio: Smochowice 14 braci i 5
kandydatów; Wilda 9 braci i 6 kandydatów. W dniu skupienia uczestniczyło
14 braci, 5 kandydatów, obaj moderatorzy i O. przeor smochowicki. Po
tym pierwszym tego typu dniu skupienia widać, że jest to cenna i
potrzebna inicjatywa. Zaplanowaliśmy następne w kolejne kwartały: 18
lutego na Wildzie i 12 maja na Smochowicach. Te dni planujemy w soboty.
Okazuje się, że jest to dla naszych wspólnot najbardziej odpowiedni
czas.
Chciałbym w tym miejscu podać wszystkim braciom kilka myśli z konferencji.
„Ja sam i mój dom chcemy służyć Panu”
Joz 24.15b
Wierność …
( … ) Jezus Chrystus sam nas znalazł, znajduje i nigdy nie zostawia nas w
spokoju. Nie zostawia naszego życia dopóki nie doprowadzi do końca tego
co zamierzał dla naszego życia
Ktoś powiedział, że nasze życie z Bogiem można przedstawić graficznie
jako taką oś liczbową, taką skalę od +10 do -10; +10 to być może
świętość, zjednoczenie z Bogiem, a -10 to takie coś odległe od Boga. I
wyobraźmy sobie -10, 0, i +10. Każdy z nas gdyby chwilę podumał to
prawdopodobnie gdzieś na tej osi by się odnalazł, umiejscowił. Może
niżej, może wyżej. I generalnie chodzi o to,( również przez te nasze
spotkania ) żebyśmy na tej skali przesunęli się choćby o milimetr.
Żebyśmy z tego -3 przeszli na -2, albo z +5 na +7, albo wyżej. To
wszystko jest możliwe. Tą swoją obecnością potwierdzamy, że to jest
możliwe. Wierzymy, że to jest możliwe. Wyznajemy naszą obecnością, że
Jezus Chrystus ma moc przemieniać nasze życie jeszcze bardziej. Wiemy,
że nie uznajemy się za świętych i tych, których będą beatyfikować lada
dzień, ale mamy jeszcze jakąś drogę przed sobą. Są rzeczy ważne w naszym
życiu, ale nie tak ważne by bać się je zostawić i przyjść tutaj!
Ewangelię ( szczególnie Janowa) podają nam przepiękne opisy powoływania
uczniów. Jezus chodzi i wyciąga, czasami z tłumu, czasami z pola, przy
drodze… ludzi, którzy są czymś zajęci; ludzi, którzy jak ty jak ja są w
coś mocno włączeni, zaangażowani. Mają swoją pracę zawodową, albo
aktualnie piszą swoje cv, może piszą pracę naukową, kopią rowy,
uprawiają ziemię, idą na działkę, wracają z zakupów bo ich żona wysłała,
cokolwiek. I Jezus takich ludzi w różnych sytuacjach życiowych
wyłapuje. Nie wiadomo dlaczego tych, a nie innych. Gdzieś ich dopada i
mówi: chodź za Mną. Nie tłumaczy po co i co tam jeszcze będzie się
działo jak pójdziesz. Niektórzy mówią: w porządku, i idą; niektórzy nic
nie mówią tylko idą; niektórzy mówią: nie mogę w tej chwili, i nie idą.
A oto historia u św. Jana (J 1,43 – 48). Jezus postanowił udać się do
Galilei i spotkał Filipa …. Siła tego spotkania Filipa z Jezusem jest
tak duża, że Filip postanawia opowiedzieć o tym wydarzeniu; że spotkał
tę osobę, o której nieraz rozmawiali, o której myśleli, która podobno
miała kiedyś nadejść. I rozpoznaje, że facet którego spotkał to ten o
którym czytali i mówił Mojżesz w Starym Testamencie. To jest tak silne
dla Filipa, że postanawia podzielić się ze swoim kolegą ta informacją.
Kolega pracuje przy innym biurku w tym samym biurze, mają wspólne
interesy, mieszkają w tej samej miejscowości, być może wspólnie
rozliczają dopłaty z unii. I mówi, słuchaj Natanael spotkałem tego o
którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy. To jest tak silne, że on musi
się podzielić. Wtedy zapomina się o jakichś obawach, co kolega o mnie
pomyśli; zaczynam mówić prawdę. Generalnie ewangelizacja to mówienie
przady drugiemu człowiekowi. Takiej prostej prawdy. Takiej, że się kogoś
spotkało, albo że jestem we Wspólnocie Braci Zewnętrznych i raz w
miesiącu się spotykamy; możesz ze mną też pójść na kolejne spotkanie. I
ciągnie tego kolegę. Choć zobacz. Ja ci nie umiem wszystkiego wyjaśnić
kim ten Jezus jest.
Przyprowadza go do Jezusa. I Jezus już z daleka jak go widzi mówi do
Natanaela: to jest porządny facet, prawdziwy Izraelita w którym nie ma
podstępu. Widzi jego serce. Pierwszy raz widzi gościa na oczy. Nigdy się
nie widzieli. Natanael jest oburzony, pewnie lekko wstrząśnięty. To
tak, jakby każdy z nas zareagował, gdyby jakiś facet zaczął gadać na
nasz temat. Pomyślelibyśmy: gość sobie polewa ze mnie, nie zna mnie, nie
wie nic o mnie. Ale później jak już podszedł bliżej z Filipem i lekko
oburzony pyta: a skąd mnie znasz, co ty o mnie wiesz? To Jezus mówi coś o
czym nie miał prawa wiedzieć: widziałem cie pod drzewem figowym. Była
jakaś sytuacja, która była znana tylko Natanaelowi, nikt o tym nie
wiedział. Nie istotne co to było, ale to było coś głębokiego o czy nikt
nie miał prawa wiedzieć, a Jezus o tym powiedział. Czy dlatego wierzysz,
że powiedziałem ci, widziałem cie pod drzewem figowym? Rabbi jesteś
Synem Bożym, wiesz co jest ukryte głęboko w moim sercu. Czy dlatego
wierzysz? Uwaga – zobaczysz jeszcze więcej niż to. Potem powiedział (J
1, 51). Zobaczysz jeszcze więcej niż to.
To są niesamowite słowa Ewangelii, bo wierzę, że Bóg kieruje je do mnie,
do ciebie, do każdego z nas nieustannie. Tutaj w tym małym obrazie
spotkania mężczyzn z Jezusem, jest opisany nasz los, każdego z nas:
podstawowe powołanie do poznawania Boga. Powołanie do tego by się nigdy
nie zatrzymać, żeby nie pogodzić się z tym: kiedyś znałem Boga, poznałem
Go trochę, spotkałem Jezusa i czegoś doświadczyłem we wspólnocie i
niech tak już pozostanie. Zostaw mnie w świętym spokoju.
Tu jest powiedziane, że Bóg ma dla nas zawsze więcej, że zawsze możemy
zobaczyć więcej niż widzimy. Że ma dla nas takie powołania o jakich nie
jesteśmy sobie w stanie wyobrazić i to jest w zasięgu naszej ręki,
bardzo blisko, o krok. I to nie ma znaczenia czy jesteś we wspólnocie
miesiąc, rok czy sto lat. Czy do kościoła chodzisz co tydzień, czy co
dwa tygodnie. To nie jest istotne w tej chwili, bo każdy z nas jest
powołany do tego, aby się do tego Boga przybliżyć. I co więcej. Bóg chce
to sprawić. To nie jest coś co my możemy sami. Np. możemy się poprawić i
jak się poprawimy, pójdziemy do spowiedzi. No, a jak byłem u spowiedzi
to jestem święty, już jestem poprawiony i teraz mnie masz. Masz mnie
fajnego, lepszego, grzeczniejszego, już nie będę przeklinał na „K” i na
inne litery. To nie tak. To jest również praca, którą Bóg wykonuje we
mnie. Moją rolą jest to, aby się otworzyć, pójść do Niego czy raczej
zostanę sobie pod tym drzewem figowym i powiem: kiedy indziej.
Zobaczysz jeszcze więcej niż to.
Nie możecie wyobrazić sobie co Bóg ma dla nas. Ale co jest
najważniejsze, aby to wszystko mogło się wydarzyć, żebyśmy mogli
zobaczyć to więcej? Potrzeba żebyśmy byli używani przez Boga. Oczywiście
piękne jest to, że przychodzimy na spotkania, że uczymy się modlić, że
może nauczymy się pieśni czy piosenek… Myślę, że chodzi o coś znacznie
więcej. Chodzi o to, abyśmy byli nie tylko uczniami, ale abyśmy jak
Filip mogli przyprowadzać do Jezusa. Do każdego z nas Jezus kieruje
słowo, że żniwo jest wielkie; nie tylko do apostołów i księży. Do was
mężczyzn w szczególny sposób. Są przygotowane wszystkie dary dla
każdego. Co jest zatem najistotniejsze, aby to mogło się wydarzyć? Jest
coś takiego. Najważniejszą rzeczą, żeby to mogło się wydarzyć jest,
abyśmy tego pragnęli; żebyśmy pragnęli Boga, żebyśmy nie ustawali w tym
pragnieniu. Nawet jeśli nie umiem się modlić, otworzyć ust. Inni
śpiewają, ja nic nie umiem. Nie ma to znaczenia. Najważniejsze – żebym
pragnął. Jak pragnę to niemożliwe, aby Bóg nie odpowiedział. Jeśli
przychodzimy do Boga tacy jacy jesteśmy, to odchodzimy tacy, jacy nigdy
nie byliśmy. Jestem przekonany, że Bóg chce nas zmieniać właśnie w taki
sposób, abyśmy dla Niego mogli przynosić owoce. Nie wiem w jaki sposób,
ale Jezus może nas użyć. Może nas użyć takimi jacy jesteśmy.
Pierwszym powołaniem mężczyzny jest zrobić coś sensownego ze swoim
życiem. Jeżeli chcemy my i nasz dom służyć Bogu, to najpierw ja sam
muszę tego Jezusa naśladować, za Nim iść, zrobić jakiś krok w tym
kierunku. Pójście za Jezusem wiąże się z zostawieniem czegoś. Są rzeczy
do których my jako mężczyźni szczególnie się przywiązujemy, szczególnie
kochamy na świecie: pieniądze, kobiety i władzę.
Dobrze byłoby o tym pomyśleć nie tylko dzisiaj. To są trzy sfery w
których my mężczyźni jesteśmy kuszeni i przez które najmocniej nasz
nieprzyjaciel, realny nieprzyjaciel – szatan, wiąże nas, abyśmy nie byli
tymi kim mamy być dla naszych rodzin, dla naszych dzieci, dla naszych
żon, dla naszego otoczenia i w ogóle dla świata. To trzy sfery o których
św. Jan w pierwszym swoim liście mówi nazywając je trochę inaczej:
pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha życia. Jezus jest z nami w
tej walce, w tych sferach. Nikt poza Jezusem nie jest w stanie dać nam
rzeczywistego zwycięstwa nad pokusami tych trzech dziedzin, nad upadkami
naszymi w tych trzech dziedzinach. Bo Jezus te trzy sfery pokonał swoim
życiem. Nigdy nie oczekuje od nas czegoś czego sam by nie zrobił.
Czasem patrzymy na Boga, który coś chce od mnie. On jest gdzieś. Ja Go
nie widzę. Może daleko, może blisko, ale On jest Bogiem. Jemu jest łatwo
mówić, a mnie jest to trudno zrobić. Łatwo mówić, żeby mieć czyste
spojrzenie, żeby być wiernym swojej żonie, żeby nie być chciwym na
pieniądze i takie gadżety jak nowa komóra, fura i coś tam jeszcze… Łatwo
mówić, bo On tam, a ja tu. Jaki mam obraz Boga? To nie jest Bóg, który
jest ze mną w moim problemie, nie jest ze mną w mojej sytuacji. Jest
poza nią. Chodzi o to, abyśmy wprowadzili Boga do tej sytuacji w jakiej
jesteśmy dzisiaj. Nie możemy myśleć, że Jezus się zgorszy, zawstydzi jak
zobaczy moją biedę, moje życie, moją walkę często przegraną. Musimy
powiedzieć Jezusowi: przyjdź tutaj, do tego mojego grajdołu. Popatrz, że
to moje życie wcale nie wygląda jak bym chciał. Zmień je, zbaw je.
Zejdź ze swoją mocą! Bo Ty zwyciężyłeś żądzę władzy. Napisali na Twoim
krzyżu: jesteś Królem, ale c o to za królowanie. Zostałeś odrzucony,
skatowany, zabity. Nie pokazałeś swojej władzy. Nie pokazałeś swojej
siły, kto tu rządzi. Jezus ukrzyżował tę dziedzinę, tę dziedzinę
pożądania, tę dziedzinę chciwości. Niektórzy twierdzą, że na krzyżu
tylko przez naszą europejską przyzwoitość Jezusowi dodali te opaski na
biodra, a w rzeczywistości ukrzyżowali Go nago. Inaczej mówiąc, nic Mu
nie zostało. Żeby wyciągnąć nas z bajora, bagna – dla nas – stracił
dosłownie wszystko. Został goły i bosy z ta szydercza koroną. I tak
umarł, a jeszcze przed śmiercią zdążył oddać Matkę i powiedzieć: to jest
twoja Matka. Oddaję ci nawet Matkę.
Jak mam problem muszę chwytać się Jezusa. Chciwość On pokonał, On był
kuszony w tej dziedzinie. W każdej dziedzinie w której my jesteśmy
kuszeni i On był kuszony. Ale pokonał. W dziedzinie żądzy władzy,
czystości.. Nie oczekuje od nas zwycięstwa w sprawach, które by Go nie
dotyczyły. Nie! Obiema nogami w tym bajorze był, przeżywał kuszenie,
słabość fizyczną, cierpienie, wszystko. Przeżywał i wygrał. Patrzę na
Niego i gdzie mam szukać wzoru. To jest wzór mężczyzny. Tutaj na krzyżu
powieszony jest wzór mężczyzny. Nie jest to co prawda Rambo,
Schwarzeneger, nie jest to Casanova, ale to jest wzór mężczyzny. Ten
zabity, umarły Sługa Jahwe. Sługa nasz. Chrystus Sługa. Chrystus czysty i
pokorny. To wzór osobowy dla mnie, dla nas. Pytanie jak to zrobić, żeby
to pytanie nie było teorią? Generalnie jest to proste. Trzeba dać sobie
zrobić to, co On dał sobie zrobić i sprawa załatwiona. Trzeba się po
prostu dać ukrzyżować. Dać się zabić w pewnym sensie. Trzeba umrzeć.
Umieram dla moich chciwości, zachłanności. Umieram. Jeśli umarłem, nie
mam problemu np. z pożądliwością. Dzięki umarciu z Chrystusem, możemy
doświadczyć wolności. Możemy być kuszeni, ale pokusa nie dotyka nas
większa niż Bóg w swej wierności pozwala. Umrzeć jakiejś dziedzinie jest
trudno dlatego, że nie chcemy czegoś stracić. Myślimy, że jak cos
radykalnie zdecydujemy odciąć nasze życie będzie uboższe. Np. przestanę
rozmawiać z dziewczyną w pracy z drugiego pokoju. Przecież ja nic złego
nie robię, to jest miłe. Ale może od kogoś z nas Bóg tego oczekuje,
takiej decyzji. Może na tym polega, że ja i mój dom mają służyć Panu.
Najpierw muszę poodcinać te wszystkie nitki, które do końca się Jemu nie
podobają, które może jednak potencjalnie stanowią zagrożenie, pokusy,
niepokój. Może muszę podjąć mocne decyzje takie lub inne, które dopomogą
mi iść drogą Natanaela. W pewnym sensie zwariować dla Jezusa.
Umrzeć dla chęci władzy. Jak trudno jest nam np. pogodzić się z tym, że
nie my awansujemy w pracy. Najtrudniejsze – władza, pycha. Łatwiej jest
nam poradzić sobie z czystością czy nieczystością ( mówią księża ) niż
przełknąć to, że ktoś mi mówi co mam robić, albo czego mi niewolno, że
ktoś mi rozkazuje w zakonie. Władza – trudna dziedzina dla mężczyzny,
dlatego, że Pan Bóg powołał Adama do władzy, dał władzę nad ziemią, nad
swoją rodziną, nawet nad żoną. Dał szczególne miejsce. Demon wszystko
robi, aby tej władzy nadużyć, chodzi o to, żeby zabrać Bogu część
chwały. Bóg jest Władcą, Bóg jest naszym Królem. My jako ludzie, jako
mężczyźni współkrólujemy z Nim. Nie można odbierać Mu Jego chwały.
Trudno nam jako facetom przyznać, że jestem od Boga zależny. Zakasuję
rękawy i daję sobie radę. Jest w nas ten nawyk dawania sobie rady. W
związku z tym trudno jest oddać Bogu tę dziedzinę i powiedzieć sobie:
jeżeli TY nie zmienisz mojego życia, jeżeli Ty nie zmienisz mojej
rodziny – nie dam rady. Umrzeć dla pychy, władzy, panowania. W tej
dziedzinie też Jezus Chrystus jest dla nas niesamowitym przykładem,
wzorem. On, który mówi, że nie potrafi zrobić niczego sam z siebie,
jeżeliby nie zobaczył najpierw, że Jego Ojciec Niebieski robi to sam,
mówi tak: tak jak widzę, że Ojciec uzdrawia, wskrzesza , tak i ja
czynię. Ja zawsze czynię co się Jemu podoba. Ojciec aż dotąd działa i ja
działam. Mężczyzna się wstydzi tak powiedzieć, dlatego, że ktoś mógłby
powiedzieć: ciągle jesteś małym chłopcem kurczowo trzymającym się ojca.
Już nie potrafisz nic sam zrobić. Nie wiesz jak to jest dać sobie radę.
Nie wiesz jak sobie poradzić z taką czy inną sytuacją?
Jestem przekonany, że taki rodzaj zależności od Boga – Ojca nie był
tylko dla Jezusa. Jeżeli On tak żył i mówił o tym swoim uczniom, to
wierzę i jestem przekonany, że chce abyśmy żyli podobnie. Żebyśmy
patrzyli na Niego i to co On zrobił, robili. A czego nie robił, nie
robili. Żebyśmy byli do Niego podobni, żebyśmy przyjęli taką pogodna
postawę, że jest Ktoś, kto jest moim wzorem, moim idolem. Jest tylko
jedna Osoba i nikt inny nie ma prawa nim być – to jest Jezus Chrystus. I
że ja Go naśladuję w moim życiu i ja staram się być Jego uczniem.
Decyduję się być Jego uczniem.
Co często nas powstrzymuje przed naśladowaniem Chrystusa? Jest to cos co
nazywa się lęk. Jest w nas często lęk: co będzie jak będę pokorny przed
Bogiem, jak uznam Jego autorytet w pełni nad moim życiem, jak się stanę
od Niego zależny? Lęk – co będzie? Może będzie źle, może mi się nie
uda, co będzie wtedy jak zrezygnuję z czegoś z czego warto zrezygnować,
co nie jest całkiem w porządku, co nie wprowadza pokoju w moje życie, do
mojego małżeństwa?
Lęk – a co będzie jak nie będę nadążał za moimi kolegami, sąsiadami, jak nie będę miał równie dobrego sprzętu, auta…
Lęk jest zaprzeczeniem wiary. Lęk jest jednym z głównych sposobów
niewolenia nas przez diabła. Gdzie jest lęk, tam nie ma wiary, ale tam
gdzie jest wiara nie ma lęku. Bóg zaprasza nas, abyśmy Mu zaufali, że
będzie dobrze, że On panuje, że On będzie nad tymi dziedzinami, które Mu
poddamy. Że Jego panowanie będzie dla nas dobre, będzie błogosławione
dla naszej rodziny. Że nasza rodzina, że my sami będziemy Mu służyć
wtedy, kiedy On te dziedziny i jeszcze inne – uwolni, uwolni od lęku
kiedy w wierze Mu je poddamy. Do tego potrzeba wiary tzn. po prostu
posłuchania. Wiara to jest zaprzeczenie lęku, to jest akt odwagi ( ale
nie odwagi na zasadzie – ja się nie boję) – boję się ale idę do tego
gościa, sikam po nogach ale robię co powinienem. Robię, podejmuję
decyzje. Na początku jest trudno, ale później – po dniu, miesiącu, roku
okaże się … jaka wolność, jak jest dobrze. Poszedłem do przodu, poznałem
Jezusa, lepiej mi się modlić. Po prostu zrobiłem krok do przodu, dalej…
Zawsze jest to nasz wybór. Zawsze mamy i do końca życia będziemy mieli
wybór. Możemy od Boga się oddalać, ale Dobra Nowina jest taka, że do
Boga możemy się przybliżać. Możemy dzisiaj być bliżej niż wczoraj… I
możemy zobaczyć niesamowite owoce. Możemy zobaczyć aniołów Bożych … i
jeszcze więcej niż to co zobaczyliśmy… Możemy zobaczyć wielkie dzieła,
które Bóg przygotował w Poznaniu, Polsce, na świecie, w naszej pracy,
rodzinie – możemy to wszystko zobaczyć. Możemy zobaczyć jak zmieniają
się nasze żony, dzieci. Możemy doświadczyć cudów w życiu naszej rodziny.
Opowiadała o takim cudzie pewna kobieta. Miała potężny problem, a nawet
kilka problemów w swojej rodzinie. Jej mąż był alkoholikiem, a dwaj
synowie narkomanami. Pewnego wieczoru powiedziała sobie, że już dłużej
tej sytuacji nie wytrzyma. Zadzwoniła do swojego adwokata i powiedziała,
że idzie już do niego i muszą przygotować odpowiednie pisma do
wniesienia sprawy rozwodowej. Idąc do adwokata przechodziła obok
kościoła. Ponieważ drzwi kościoła były uchylone, weszła do środka i
stanęła pod chórem. W tym momencie ktoś z prezbiterium powiedział:
jeżeli masz problem złóż go w ręce Jezusa. Tak też zrobiła. Wyszła z
kościoła, ale ponieważ lepiej się poczuła postanowiła wrócić do domu. W
domu, we drzwiach przywitał ją mąż z bukietem kwiatów. Opowiedziała co
ją spotkało i co zrobiła. Rozpłakał się i zrobił to samo. Po kilku
dniach zrobili to również ich synowie. Bóg dotknął jej rodzinę i
uzdrowił. Zrobiła tylko jedno - oddała swoje życie Jezusowi, złożyła
swoje problemy w Jego ręce. Nie ma rzeczy, problemów niemożliwych. Jezus
chce rozwiązywać nasze problemy.
W modlitwie prośmy teraz o siłę do służenia Mu, zbliżania się do Niego,
podjęcia decyzji do kogo chcę należeć. Niech nam pomoże teks piosenki,
którą może kiedyś zaśpiewamy.
Ty tylko mnie poprowadź
Gdy drogi pomyli los zły / i oczy mgłą zasnuje
Miej w sobie tę ufność: nie lękaj się
A kiedy gniew świat ci przysłoni / i zazdrość jak chwast zakiełkuje
Miej w sobie tę ufność: nie lękaj się
Ty tylko mnie poprowadź / Tobie powierzam mą drogę /x2
Ty tylko mnie poprowadź Panie mój /x2
Poprowadź jak innych prowadzisz / przez drogi najprostsze z możliwych
I pokaż tę jedną, tę jedną z nich.
A kiedy już głos Twój usłyszę / i karmić się będę nim co dzień
Miej w sobie tę ufność: nie lękaj się
Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego artykułu... |
komentarze
+ Dzień Skupienia w Złocieńcu. Dnia 16 lutego br. o. moderator poprowadzi dzień skupienia dla kandydatów, którzy następnego dnia czyli 17 lutego, w Święto Zgromadzenia złożą swoje przyrzeczenia i tym samym powstanie nowa Wspólnota Braci Zewnętrznych. ------------------------------------------- + Kolejny II Regionalny Dzień Skupienia - 18.II. br. Tym razem Wilda zaprasza Smochowice. Początek o godz. 16:00 w kaplicy M.B.Łaskawej. Chcemy wspólnie świętować 176 rocznicę powstania Zgromadzenia i nie tylko...
Napisał Tadeusz Gajda, dzień 02/07/2012 o 21:40
1 Strona 1 z 1 ( 1 komentarze )
Musisz się zalogować. |
|
|